Nie o tym

Wszechświat i cała reszta

Herbaciarnia

O podróży pociągiem wśród herbacianych pól Cejlonu mogliście przeczytać tutaj. Dziś przyszedł czas na kontynuację, czyli wrażenia z miejsca, które koniecznie musicie odwiedzić, jeśli chcecie się wyspać.

Nuwara Eliya, bo o tym mieście mowa, uparliśmy się zobaczyć, mimo że nie docierały tam pociągi (którymi też uparliśmy się jechać). Już samo miasto z kolonialnymi domami robiło wrażenie, ale my chcieliśmy na pole. Herbaciane pole.

Porastające wszystko krzaczki herbaty to widok, który zapamiętam do końca życia. Intensywnie zielone, równiutkie, jakby ktoś zasiał je z linijką w dłoni. Rano dookoła jest mgła, potem wkraczają panie zbierające listki. Każda chce, żeby zrobić jej zdjęcie, a potem obdzielić grubymi dolarami za profesjonalne pozowanie. Ale kiedy blondyna i rudy tłumaczą, że gdyby mieli wszystkie herbaciane modelki obdzielić dolarami, nie mieliby za co wrócić do domu, pani mówi „yyy, okej” i dalej uśmiecha się bezzębnie, wypytując, skąd jesteśmy.

Kolejny punkt programu to wyprawa do fabryki herbaty. Wybraliśmy Mackwoods Labookellie. Podczepiliśmy się do rodziny Francuzów, którą miły pan oprowadzał po budynku i tłumaczył, jak to się dzieje, że zielone listki stają się papierowymi torebkami.

Cała wycieczka jest darmowa (jedyna opłata to „co łaska” dla przewodnika), a na koniec jej uczestnicy dostają jeszcze imbryczek herbaty, którą można owalić albo wewnątrz sklepiku, albo na malowniczym tarasie. Na zdjęciach widać, którą bramkę wybraliśmy. I tu pojawiło się moje zaskoczenie: przez całą wycieczkę po fabryce zastanawiałam się, dlaczego brązowa przecież herbata nazywa się „orange pekoe”. Dopiero jak spojrzałam do wnętrza filiżanki, dotarło do mnie, że to coś z papierowych torebek niewiele ma wspólnego z herbatą. Nie bez powodu w klasyfikacji jest określane jako „dust”, a pan przewodnik twierdzi, że to jest to, co zmiata się z podłogi…

Po wyjściu z fabryki poszliśmy po prostu przed siebie. Krętą drogą wśród pól, razem z dziećmi wracającymi ze szkoły. Po kilku godzinach spacerowania i włażenia wszędzie, gdzie się nam podobało, złapaliśmy autobus w przeciwną stronę i wróciliśmy do Nuwara Eliya.

A, i jeszcze o tym wysypianiu się – nigdzie nie spałam tak dobrze, jak tam. Nie z powodu zmęczenia, bo zmęczeni byliśmy prawie przez cały czas. Herbaciane powietrze okazało się najlepszym środkiem nasennym.

Advertisements

One comment on “Herbaciarnia

  1. Kasia
    07/11/2013

    Śliczne zdjęcia, takie…. zielone i świeże 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 03/11/2013 by in Podróże and tagged , , , , .
%d bloggers like this: