Nie o tym

Wszechświat i cała reszta

Mój pociąg do kolei

Opowiadanie „O psie, który jeździł koleją” musiało utkwić w mojej dziecięcej głowie dość mocno, bo od zawsze lubiłam i psy, i kolej. Dlatego kiedy zobaczyłam, że pociągi to jeden z najlepiej rozwiniętych i najtańszych sposobów poruszania się po Sri Lance, już stałam w kolejce po bilety.

Wybraliśmy wersję najtańszą, nie jakaś tam pierwsza czy druga klasa. Trzecia, z tubylcami, a co! Od razu zauważyliśmy, że o miejscach siedzących możemy zapomnieć, a i stać z 30-kilogramowymi plecakami za bardzo nie ma gdzie. Między siedzeniami dodatkowo cały czas przeciskali się sprzedawcy ciastek, chrupek, owoców i innego bliżej niezidentyfikowanego jedzenia. Tragizm sytuacji zwiększyła miła pani, matka trojga dzieci. Bez słowa (ale za to z uśmiechem) poczęstowała mnie chrupkami zawiniętymi w starą gazetę. Chciała ulżyć białasowi w cierpieniu. A białas zjadał poczęstunek z niepewnym uśmiechem wdzięczności, zimnym potem na czole i z wizją płukania żołądka w lankijskim szpitalu.

Na kolejny przejaw gościnności nie musieliśmy długo czekać. Zostaliśmy zaproszeni przez ochroniarzy do kanciapy znajdującej się na tyłach pociągowego sklepiku. Taki Wars, tylko „trochę” uboższy. Dzięki temu kolejne 4 godziny podróży spędziliśmy w iście królewskich warunkach – na skrzyniach z towarem, przy otwartych drzwiach, częstowani przez ekipę sprzedawców i ochroniarzy jedzeniem i wódeczką. Robiliśmy wspólne zdjęcia, opowiadaliśmy o swoich krajach i wymienialiśmy się e-mailami. Nowi koledzy nie mogli tylko zrozumieć, dlaczego o 9 rano nie chcemy pić wódeczki…

Oprócz wyjątkowej gościnności kolejną atrakcją wyprawy były widoki. Pociąg przez większość czasu jechał wśród herbacianych pól. Zrobiłam wtedy chyba najwięcej zdjęć w życiu, a przestawałam tylko po to, żeby nagrywać filmiki. Trudniejsza okazała się jednak próba wydostania się na peron. Kiedy chcieliśmy wysiąść, okazało się, że na Sri Lance nie obowiązuje zasada, że wychodzący ma pierwszeństwo. Doszłam do takich wniosków po tym, jak do środka wepchnął mnie tłum wsiadających. Grzeczne „przepraszam” nic nie dało, ja i mój plecak musieliśmy siłą utorować sobie drogę do wyjścia. Chociaż gdyby nie kolejne miejsca do zobaczenia, wcale nie chciałabym stamtąd wysiadać.

Reklamy

5 comments on “Mój pociąg do kolei

  1. pannajanka
    24/08/2013

    A to jeden z kolegów z Warsa, zdjęcie zamieszczone na zaprzyjaźnionym blogu: http://bit.ly/12xZWtz

  2. Kasia
    25/08/2013

    A ci doczepieni na końcu pociągu to klasa czwarta, czy pasażerowie na gapę? 😉

  3. pannajanka
    25/08/2013

    Obstawiam czwartą klasę 😀

    • V.I.N.O
      28/08/2013

      Przecież to grupa pościgowa lankijskich SOKistów.
      Postrach gapowiczów, a co :D.

  4. Pingback: Herbaciarnia | Nie o tym

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 24/08/2013 by in Podróże and tagged , , , , , .
%d blogerów lubi to: