Nie o tym

Wszechświat i cała reszta

Takie rzeczy to tylko we Lwowie

Są tacy, którzy próbują mi wmówić ukraińskie korzenie. Nic mi co prawda o tym nie wiadomo, ale z drugiej strony – skoro tak mi dobrze we Lwowie, to może coś w tym jest.

Byłam w tym mieście cztery razy i cały czas mnie ono zaskakuje. Architektura jak z bajki, restauracje i puby, od których zachodnia Europa musi się jeszcze dużo nauczyć, życzliwi ludzie, mnóstwo wydarzeń kulturalnych, świetne lumpeksy i cały czas niskie ceny. Dziś będzie o napitku i zakąsce, czyli gdzie pójść, żeby poczuć się jak w innym świecie.

1) U Masonów, czyli The most expensive Galician restaurant

Widzimy nazwę. Wchodzimy na górę po starych, drewnianych schodach. Pukamy do drzwi, otwiera nam miły starszy pan o wyrazie twarzy cherubinka na emeryturze. Pyta po ukraińsku:

– A wy do kogo?

– Yyyy… do restauracji…

– A skąd jesteście?

– Yyyy… z Polski…

– A, to zapraszam.

Wchodzimy do typowego mieszkania starszego pana – meblościanka, serwetki, wersalka, telewizor. Przechodzimy przez nie i widzimy salę ze ścianami pomalowanymi na czarno. Wszędzie świece, stare obrazy, dziwne i tajemnicze znaki, młoda kobieta gra na fortepianie. Inny świat. Siadamy przy stoliku przy oknie, natychmiast pojawia się kelner. Ale jaki kelner – hollywoodzcy aktorzy to przy nim dostawcy pizzy. Zostawia menu – ciężkie, w czarnej, skórzanej oprawie, pełne dziwnych masońskich znaków i opisów. I ceny. Piwo 0,5 l za 200 hrywien (ok. 100 zł). Ale my wiemy, o co chodzi. Młody bóg pojawia się ponownie, więc składamy zamówienie, ja palcem zakrywam jedno zero w menu i mówię: „Ale te ceny to takie?”. Młody bóg zaczyna się śmiać i mówi: „Tak, takie”. I tym sposobem tylko wtajemniczeni wiedzą, że to piwo to tak naprawdę kosztuje 10, a nie 100 złotych.

2) Kryjówka

Fenomen tego miejsca polega na tym, że lokal nie ma żadnego szyldu, na zewnątrz nic nie wskazuje, że on tam jest. A jednocześnie jest jedną z najczęściej odwiedzanych restauracji w Europie. A więc: znaleźliśmy w internecie adres (wujek Google zawsze spoko), wchodzimy do kamienicy, pukamy do drewnianych drzwi. Otwiera nam młody chłopak w stroju żołnierza:

– Hasło!

– Sława Ukrainie!

– I jej bohaterom! Są z wami Moskale?

– Nie, my Polacy.

– O, Polacy, Lwów wasze miasto, taaak?

– Yyy… nie… Lwów wasze miasto. I piękne miasto.

– Ooo, i panienka piękna!

No, wybrnęłam. Wchodzimy do piwnicy, która wygląda jak prawdziwa kryjówka partyzantów – wszędzie karabiny, łuski po nabojach, obrazy zasłużonych, nawet menu w formie gazetki drukowanej przez walczące podziemie. Tylko czujne oko wypatrzy zamaskowane gałęziami gaśnice, kamery i monitory komputerów. W międzyczasie w lokalu pojawiają się słynni Moskale – rozlega się dźwięk syren, wszyscy kelnerzy zbierają się w dwa rzędy. Sprawcy zamieszania zostają wprowadzeni między nich, pojawia się komenda „robicie pompki”, rozbawieni goście padają na ziemię i zaczyna się odliczanie. Po ok. 20 „partyzanci” uznają, że wystarczy, Moskale podnoszą się z ziemi, wszyscy padają sobie w ramiona i idą na wódeczkę. Można? Można.

3) Dom Legend

Po co na dach budynku targać stary samochód? Robić komin, do którego można wejść i zrobić sobie zdjęcie w pozie „na kominiarza”? Aranżować inaczej każde z siedmiu pięter restauracji? Po to, żeby po przekroczeniu progów Domu Legend poczuć się jak w innym świecie. W tym miejscu słowa „stylowo urządzone wnętrza” to banał. Wchodzisz tam i przesiąkasz tą atmosferą. Jednym z założeń restauracji było obsadzenie w rolach kelnerów samych karłów. Okazało się jednak, że zainteresowanie klientów jest duże, a liczba potencjalnych pracowników ograniczona, dlatego teraz wśród nich znajdują się również ci o nieco wyższym wzroście. Pomysł na klimatyczne miejsce sprawdził się jednak w 100%. A na samej górze widok na dachy lwowskich kamienic jest nie do odtworzenia.

Można by tak wymieniać bez końca – Gazowa Lampa opowiadająca historię tego wynalazku, żydowska restauracja Pod Złotą Różą, gdzie w menu nie ma cen i trzeba targować się z kelnerem o wysokość rachunku, czy nawet Puzata Chata, czyli połączenie baru mlecznego i fast fooda. Ja wybrałam moje trzy ulubione. Pomysł na nie był tak niesamowity, że już zabrakło miejsca na opisanie znakomitych piw, nalewek, najlepszego ostrego sosu czosnkowego, rozpływających się w ustach serów, domowych wędlin, pierogów, a nawet sucharów, których smak pamiętam do teraz.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 16/08/2013 by in Kuchnia, Podróże and tagged , , , , .
%d blogerów lubi to: